Dobre dni

Od początku roku próbujemy mieć dziecko. Po wielu latach wyprowadziliśmy się w końcu na swoje od teściów i od razu wzięliśmy się do roboty. Po to, żeby nie marnować czasu kochaliśmy się tylko w te dobre dni, tzn. wtedy, kiedy żona mogła zajść w ciążę.

W kwietniu pojechałem do pracy w Austrii i do końca wakacji  przyjeżdżałem co miesiąc do Polski na te kilka dni, kiedy żona mi mówiła, że trzeba być. Trochę mnie to męczyło, bo w jedną stronę było ponad 600 kilometrów, a żona wciąż nie zachodziła w ciążę. Wróciłem z wyjazdu w sierpniu i jak znowu próbowaliśmy, to u mnie wszystko się urwało. Żona powiedziała, że dobrze byłoby teraz, ale ja nie miałem czym. Zablokowałem się. Potem, jak te dobre dni minęły to mi też minęło i wszystko było dobrze. Ale w tym miesiącu, jak nastały te dobre dni, to znowu sytuacja się powtórzyła. Teraz to myślę, że to wszystko to jest moja wina, bo w młodości dużo się onanizowałem. Za kawalera, to bywało, że i codziennie musiałem to zrobić. Teraz widzę, że życie sobie przez to zmarnowałem. Z tej wiedzy, co posiadam to teraz po tamtym zostało mi drżenie rąk, pocenie się, nadciśnienie no i te kłopoty z członkiem. Oczywiście do tych grzechów przeszłości nie przyznałem się przed żoną, bo to byłby koniec. Bardzo to mi to wszystko teraz ciąży na suminiuł.  Te dobre dni u żony są niedobre dla Ciebie. Nie można planować dziecka, tak jak zakupów w supermarkecie. Pewno to będzie truizm, ale dziecko ma się pojawić jako owoc miłości między kobietą i mężczyzną, a nie rezultat zimnej kalkulacji. Wasza aktualna korzystna sytuacja życiowa powinna stanowić przyzwolenie dla niczym nie skrępowanej miłości fizycznej, a nie być pretekstem do stawiania sobie jakiś zadań do wykonania. Cała ta sytuacja, w którą dałeś się wpędzić jest głównym czynnikiem utrudniającym Twoją sprawność seksualną i w konsekwencji prokreację. To jakiś absurd, żeby przez trzy, czy cztery miesiące wozić plemniki z Austrii do Polski tylko po to, żeby ';nie marnować czasuł. Nie ma się gdzie spieszyć, macie przecież przed sobą całe życie. Kolejne nieporozumienie to Twoje poglądy na temat masturbacji. Trudno w to uwierzyć, że mogą żyć jeszcze mężczyźni, którzy uważają, że ich aktualne kłopoty ze zdrowiem, w tym sprawnością seksualną są konsekwencją zachowań autoerotycznych sprzed kilkunastu lat. To nieprawda, nie zmarnowałeś sobie życia masturbując się za kawalera, a Twoje problemy zdrowotne są raczej wynikiem tego, że za bardzo starasz się o poczęcie dziecka, a współżycie z nią traktujesz jako obowiązek. Rada na Twoje problemy jest bardzo prosta. W związku z tym, że jesteś zablokowany tylko w te dni, kiedy żona jest płodna, a odblokowujesz się wtedy, kiedy dni płodne mijają powinieneś poprosić żonę, żeby nie informowała Cię o szczegółach swojego cyklu owulacyjnego. Ty sam też nie powinieneś interesować się kiedy można, a kiedy nie. Masz niczego nie liczyć, nie sprawdzać jej kalendarzyka, o nic nie wypytywać i współżyć z żoną wtedy, kiedy masz na to ochotę. Przestań też zawracać sobie głowę własną masturbacją młodzieńczą, bo nie ma ona żadnego negatywnego wpływu na Twoją aktualną sprawność seksualną. 
 
 
 
Ślósarz, W. Seksuolog odpowiada na listy Czytelników. Dobre dni.Gazeta Wrocławska, 3.10.2003, s.18', '2003-10-03'

Drukuj